![]() |
![]()
|
![]() |
![]() |
- Prawdziwe *Wampiry* nigdy nie śpią! - wrzasnął Alucard roztrzaskując głowę jakiegoś podrzędnego "Nietoperzyka" o ścianę.Kolejne zadanie zostało wykonane - tego Walter był pewien od godziny. Jednak powrót Króla Śmierci do trumny trwał wyjątkowo długo. O wiele za długo... - O czym on w ogóle myśli?! Jutro tak ważny dzień! Tyle czasu spędziłem nad... - Rozległ się trzask. Lokaj poczuł delikatny powiew lodowatego wiatru. Okno zostało otwarte... - Czym jest godzina względem wieczności? - Pomyślał Alucard i postanowił rozejrzeć się po okolicy... Idąc przez ciemny park, początkowo nie dostrzegł niczego interesującego. Zobaczył jakąś parę całującą się siedząc na starej ławce, trzy bezpańskie psy kopulujące i szczekające ze szczęścia. Jego wzrok przykuł jednak jakiś mężczyzna gwałcący ośmioletniego chłopca. Na ten widok zerwał się i po chwili, pedofil nie istniał. A mały myśląc, że to sen, po prostu zemdlał. Wampir myśląc o przeżyciach z młodości, o których nigdy nie zapomniał, postanowił znacznie przedłużyć życie chłopca... - Gdy się obudzisz, nie będziesz miał imienia... będziesz kroczyć w nocy, a spać w dzień. Żaden człowiek nie będzie dorastać Ci do pięt, a kto spróbuje Cię naśladować... zginie. Nakładając klątwę na dziecko, a błogosławieństwo na nowo powstałego nieumarłego, oddalił się. - Dość zabawy na dziś... Wystarczy... - "Nad czym tyle pracowałeś, Mój Aniele Śmierci..?" - Wyszeptał Walterowi do ucha Alucard, co w połączeniu z chłodem dało niepowtarzalny "Snow Kiss" (polecam piosenkę zespołu Nirgilis - "Snow Kiss"). Widząc niepewną minę lokaja, demon zaczął się histerycznie śmiać i wskoczył do trumny. - Na rano życzę sobie talerz krwi jakiejś dziewicy. O temperaturze 36.6 stopnia. Gotowane przez 11 minut i 6 sekund. Ale Ty o tym doskonale wiesz... - O czym on sobie do Diabła myśli?! Jednak moja praca jest niewarta świeczki... - Na twarzy lokaja pojawił się demoniczny uśmiech. - Kiedy on w ciągu dnia smacznie śpi, ja ciężko pracuję, tworząc coraz nowsze i sprawniejsze modele broni. Kiedy on się budzi, muszę pilnować by grzecznie wrócił, aby odpocząć. Jaki z tego wniosek? To ja tak naprawdę nigdy nie śpię! Jeśli tak dalej pójdzie, "Góra" mi te męki wynagrodzi... I to już wkrótce... Do późnego wieczora w siedzibie organizacji Hellsing było bardzo cicho. Alucard przebudził się, a na biurku przy trumnie dostrzegł doskonale przygotowaną krew. - Walter jak zwykle doskonale się spisał... - Wampir zasiadł przy stole i rozpoczął posiłek. - Dobrze, po takim posiłku można spokojnie wyruszyć na łowy... - Alucard poczuł zbliżającą się do niego energię - ... ale chyba najpierw czeka mnie niespodziewane zadanie... *WEJŚĆ!!!* - To piękna noc na zabijanie, nieprawdaż? - w komnacie rozbrzmiał tajemniczo brzmiący głos. hellgame 2007-09-08 21:34:02 skomentuj (7) Maxwell westchnął ciężko i podparł brodę rękami. Siedział w oknie już od godziny, a z każdą minutą jego irytacja i zniecierpliwienie wzrastały. Była piękna, słoneczna pogoda i ulica, na którą wychodziło okno jego pokoju, tętniła życiem. Nie leżało w jego naturze samotne tkwienie w pustym mieszkaniu i wyglądanie godzinami przez okno. Jednak nie był jeszcze na tyle nierozsądny, żeby nie posłuchać rad współpracowników i zgodził się zachować przynajmniej minimum ostrożności. Nie wychodził z hoteliku w dzień, o ile nie było to konieczne, nosił zwykłe ubranie, w razie czego miał się przedstawiać fałszywym nazwiskiem. W końcu oficjalnie przebywał w małej rezydencji koło Viterbo, we Włoszech, ze względu na ‘problemy zdrowotne’. Trudno powiedzieć, czy ta cała niebezpieczna gra bardziej go bardziej bawiła czy ekscytowała. On sam, mimo powagi ostatnich wydarzeń, z uśmiechem myślał o swoich kolejnych zamierzeniach. Niewątpliwie ostatnio decyzje Maxwella były niezrozumiałe dla jego najbliższego otoczenia. Jednak nie wiedziano, dlaczego właściwie w Anglii płoną wioski i giną ludzie, a sam szef Trzynastki osobiście dogląda akcji. Takich rzeczy pod nosem Hellsinga nie robi się dla zabawy. I bezkarnie. Kto jak kto, ale on musi zdawać sobie sprawę z ryzyka... Mimo to autorytet Maxwella sprawiał, że nie zadawano zbędnych pytań, a jego rozkazy wykonywane były ze zwykłą sumiennością. Swoją drogą, nikt nie chciałby znaleźć się w jednym pokoju z wściekłym szefem, który ostatnio stał się jeszcze bardziej wybuchowy... Blondyna wyrwało z zamyślenia ciche pukanie do drzwi. Zerwał się na nogi tak szybko, że prawie przewrócił krzesło, na którym siedział i boleśnie przy tym uderzył się w nogę. - Cholera... – mruknął pod nosem. Wyciągnął przed siebie ręce, przypatrując się dokładnie dłoniom. „Nie, bez przesady... Więcej snu i tyle” pomyślał i ruszył w kierunku drzwi, kiedy usłyszał kolejne pukanie, tym razem nieco bardziej natarczywe. Maxwell szeroko się uśmiechnął na widok niskiej, dość otyłej Meksykanki w podrobionym dresie Adidasa. - Buenas tardes, blondasku. Ja się spieszę hoy, więc rusz culo i dawaj pela - zakomendrowała, żując niedbale różową gumę. - Niech będzie pochwalony, siostro Ascención. - Niech będzie pochwalony, ojcze Enrico – uśmiechnęła się kobieta. – Przesyłka kurierska dla ojca, prosto z Watykanu. Ściągnęła z pleców sportową torbę i po chwili wydobyła z niej niewielką paczkę, owiniętą w szary papier. Oczy Maxwella wprost zaświeciły się na ten widok. - Siostra jak zwykle niezawodna... – powiedział, wpatrując się łapczywie w pakunek. – Bóg wynagrodzi siostrze jej wysiłek. Niemal wyrwał paczkę z rąk Ascención i odetchnął głęboko, gdy trzymał ją już w rękach. - I ja też. Uśmiechnął się do niej raz jeszcze i mrugnął na pożegnanie, gdy spłoniona kobieta skłoniła z szacunkiem głowę. Kiedy tylko zamknął za nią drzwi, położył przesyłkę na samym środku stołu, wziął nóż i zabrał się do uroczystego, powolnego rozcinania papieru. „Jeszcze parę dni, a mogłoby być ciężko...” pomyślał. hellgame 2007-08-27 08:37:30 skomentuj (1) ![]() Anderson czujnym wzrokiem obrzucił całe pomieszczenie. Jego szary płaszcz łopotał w powietrzu, gdy pokonywał kolejne korytarze, a głowa obracała się raz po raz jak łeb jastrzębia, wypatrującego z przestworzy pechowego, zbyt wolnego zająca. Nie był tak skoncentrowany od dawna. Światło wpadało przez witraże, rozświetlając pomieszczenia tysiącami barw. Mimo że dzień był nadzwyczaj słoneczny, w kamiennej budowli panował chłód. Wszędzie gdzie skierował swój wzrok dostrzegał ślady minionej epoki… wiekowe obrazy, rzeźby o gładkich, idealnych kształtach, nadgryzione zębem czasu prototypy niedokończonych wynalazków, których twórcy zmarli dawno temu. Po plecach o. Alexandra Andersona przeszedł dreszcz, gdy zatrzymał się na skrzyżowaniu dwóch korytarzy. Za plecami dosłyszał ciężkie dyszenie i dźwięk wydawane przez miękkie buty noszone przez diakona Lukę, gdy ten truchtem podbiegał do wysokiego księdza. Anderson odwrócił głowę i rzucił przez ramię krótkie: - Ilu? Przez parę chwil młody diakon łapał oddech. Wyglądał na jakieś siedemnaście lat, ale w rzeczywistości miał dwadzieścia pięć. W pracach młodszego duchownego cecha ta była bardzo cenna. - Około dwudziestu ojcze, ochronie udało się wyłapać czwórkę ale… - zająknął się. - To nic nie da. One znają ten cały budynek lepiej niż ktokolwiek tu pracujący. Jeśli chcemy ich znaleźć, musisz wezwać jeszcze paru diakonów i dokładnie przeczesać ten teren. Chłopak poprawił okulary i westchnął z frustracji. To był już czwarty raz gdy Museo Nazionale Romano zostało przejęte przez dwudziestkę żądnych wrażeń, roześmianych podopiecznych z sierocińca, jaki mieścił się obok Pałacu Papieskiego. Dzieciaki znudziły eksponaty tego muzeum gdzies tak około trzeciej wizyty. Nikt tak naprawdę nie sądził, aby grupa pełnych niespożytkowanej energii dzieci widziała coś interesującego w włóczeniu się po starych muzeach. Dlatego młodzi ludzie, z których spora część ma szansę stać się w przyszłości stać pracownikami jednego z Trzynastu Watykańskich Wydziałów już dawno porzucili wpatrywanie się w dzieła pędzli dawno nieżyjących autorów na rzecz zabawy w chowanego, na terenie całego trzypiętrowego Museo Nazionale Romano. A że opiekę podczas wycieczki sprawował Anderson i Luka, dość łatwo było zgadnąć kto ma się uganiać za hordą tych ruchliwych potworków. Na twarzy Andersona pojawił się lekki uśmiech. Kolejny dzień w pracy. Nagle jego wzrok stwardniał, gdy zza zakrętu wyszła dwójka starszawych duchownych. Pierwszy był ubrany w fasonie podobnym do Andersona, biała koszula włożona w długie, jedwabne spodnie, na tę zaś nałożony płaszcz. Okulary ojca Renaldo błyskały, gdy mijali kolejne witraże. Obok niego szedł gruby ksiądz ubrany w bardziej tradycyjną sutannę, dźwigał zaś ze sobą podłużną walizkę. Anderson rozpoznał tego drugiego jako o. Paolo Arianni, z Trzeciego Watykańskiego Wydziału: Mattai. - Luka… - skinął głową na młodszego duchownego, który szybko zrozumiał sytuację. Skłonił się starszym księżom i szybko oddalił się w poszukiwaniu swoich zbyt szybkich i zbyt sprytnych podopiecznych. Mężczyźni poczekali aż ucichną kroki i zostaną sami w korytarzu. Anderson zdawał sobie sprawę że jeśli ci dwaj pofatygowali się do niego, to ta część muzeum będzie wyłączona z użytku turystów przez co najmniej godzinę. Mężczyźni skłonili się sobie. Anderson spodziewał się wizyty obojga, aczkolwiek lekko zaskakujące było że spotykali się z nim obaj naraz. Jego wzrok przesunął się na podłużną walizkę trzymaną przez agenta Mattai. Wskazał na nią palcem; - Czy to?... Gruby ksiądz uśmiechnął się szeroko a w jego oku pojawił się błysk. W tym momencie przypominał bardziej starego, chytrego sprzedawcę starych wozów niż watykańskiego agenta. Zerknął na o. Renaldo, który potwierdzająco skinął głową. Bez zbędnych ceregieli Arianni otworzył walizkę i zaprezentował Andersonowi jej zawartość. Tamten aż gwizdnął z podziwu. - No no no… - Specjalne, wykute z myślą o ojcze ostrza. Każde z nich ma 79 cm długości, 8 cm szerokości. Wykonane ze stopu srebra, tytanu i irydu w proporcjach 60%, 25% i 15%. Obłożone specjalnymi błogosławieństwami i wodą święcona, osobiście obłożone przez jego Ekscelencję Papieża – wszystko wyrzucił z siebie na jednym wdechu, wyraźnie dumny z dwóch pięknych sztyletów… ba, krótkich mieczy jakie jego wydział oddawał w ręce paladynowi. Anderson wziął dwa ostrza do rak. Były one większe niż te, którymi się zwykle posługiwał i były przeznaczone do walki na krótki dystans… dokładnie to o co prosił. Wykonane w jednym celu, niszczenia najsilniejszych z plugastw i wynaturzeń jaki zostały wyplute przez piekło na ten świat. Święty Jezu, prawdopodobnie samo muśnięcie jakiegoś słabszego nieumarłego jednym z tych cacek posłałoby go w objęcia Księcia Ciemności. Po chwili zorientował się że wzdłuż ostrza wygrawerowano napis. - „Zaprawdę powiadam ci, jeszcze dziś znajdziesz się ze mną w królestwie niebieskim”… - odczytał na głos. Przez chwilę trzej mężczyźni stali nieruchomo po czym jednocześnie parsknęli śmiechem. - Świetna robota ojcze Paolo – pochwalił Anderson – takie cacka na pewno pomogą pozbyć się nawet takiego monstrum jak Alucard. Jesteśmy waszymi dłużnikami. - Drobiazg, ojcze Anderson. Wie ojciec jak bardzo lubię prezentować zabawki swojego wydziału, a twoje zamówienia zawsze sprawiały nam największa przyjemność. Zaspokaja pan próżność starego człowieka… - Nie wątpię – uśmiechnął się jeszcze szerzej, odwracając do ojca Renaldo. Tamten jedynie uśmiechnął się, wyjmując zza pazuchy opasłą, brązowę teczkę opatrzoną pieczątką „XXIII”. hellgame 2007-08-22 19:16:32 skomentuj (4) ![]() - Szlag by to trafił… - Integral popatrzyła w monitor z nieobecnym wyrazem twarzy. Obdzwoniła wszystkich informatorów, wysłała swoich ludzi na każde miejsce zbrodni i dalej nie wiedziała praktycznie nic. Nie przychodziło jej nawet do głowy, kto chciałby to zrobić… A może raczej, kto nie chciałby, co w sumie nie zmieniało zbytnio faktu, że mogła o to podejrzewać wiele osób. Poruszyła się niespokojnie na krześle słysząc odgłos głośnych kroków dochodzący z korytarza i spojrzała na drzwi. Do gabinetu wpadła zdyszana Victoria. - Wiem!- wykrzyknęła wpadając na krzesło które się przewróciło. - Wszystko wiem - dyszała policjantka. – Czemu więc nie wiesz, że trzeba zapukać zanim gdzieś się wejdzie? – Hellsing wyciągnęła cygaro z pudełka, nie spuszczając wzroku z Seras. – Ale, dobrze. Powiedz mi, czego takiego dowiedziałaś się tym razem. Ceres wciąż ciężko dysząc wyprostowała się - Maxwell... widziałam go w kawiarni. Mówił, że zadzwoni do kogoś i że Darmoore... tak, Darkmoore bedzie następne… Ale tylko tyle się dowiedziałam - zakończyła szczerząc zęby w głupawym uśmiechu. - Chcesz mi powiedzieć, że to wszystko jest sprawką katolików? Jesteś tego pewna? - Widziałam Maxwella, gadał z jakimś zakapturzonym gościem. Usłyszałam tylko, co mówił Maxwell - tłumaczyła wymachując energicznie rękoma. - Maxwell… Myślę, że jest do tego zdolny. Nigdy nie był do końca normalny. – Integral w zamyśleniu strzepnęła popiół do popielniczki. – Dobrze, spróbuj dowiedzieć się czegoś więcej. Nie mogę w końcu oskarżyć go o to nie mając żadnych dowodów. Dziewczyna zrobiła wielkie oczy. - Ale ale czy tego nie powinien zrobić mistrzunio? On jest lepszy, silniejszy, a ja jestem takie nic...- powiedziała patrząc na Integral. - Seras, nie nauczysz się, jeśli nie będziesz próbować. Owszem, jeśli uznam, że sobie nie radzisz, wyślę Alucarda. Ale w tej chwili uważam, że nie jest niezbędny. Dziewczyna skinęła głową i ruszyła do drzwi, aby opuścić gabinet. Był zszokowana. Będzie musiała jakoś znaleźć tą łachudrę Maxwella i nie spuszczać z niego oczu. Ale jak go znaleźć? - pytała siebie w duchu. - Jeśli chcesz, możesz wziąć kogoś do pomocy. Pamiętaj też, żeby powiadomić mnie od razu, kiedy czegoś się dowiesz – rzuciła Hellsing na pożegnanie i wróciła do przeglądania papierów. - Tak jest – odparła. ‘Cholera do pomocy? Niby, kogo... Tu są sami gburowaci żołnierze... Trudno, poradzę sobie sama’ - pomyślała i pewnym krokiem wyszła z gabinetu. hellgame 2007-08-17 21:45:49 skomentuj (3) Od jakiegoś czasu atmosfera w rezydencji Hellsing była bardzo napięta. Nikt nic nie wiedział co doprowadzało wszystkich do szału. Viktoria Ceras chodziła zatłoczonymi uliczkami Londynu. Przechodząc obok jednej z kawiarenek zauważyła wielką postać. Od razu rozpoznała tą osobę.- Maxwell - szepnęła sama do siebie zdziwiona co też on może robić w Londynie. Dopiero teraz policjantka zauważyła drugą postać w kapturze. Rozmawiali o czymś. Ceras ubrana w ciemne spodnie i jasną koszulkę weszła do kawiarenki. Na głowie miała czapkę spod której wysuwały się jej blond włosy. Przysiadło nieopodal stolika Maxwella lecz zdążyła usłyszeć tylko strzępki rozmowy. - Ktoś otrzyma telefon…ale kto do cholery. A to Darkoomre…co to może być.. - zastanawiała się obserwując wychodzącego mężczyznę. Po chwili wstała i pośpiesznie udała się w stronę rezydencji by o wszystkim poinformować Integral i swego Mistrza. Większość drogi biegła a gdy już dotarła do rezydencji wpadła jak burza do środka i pędem udała się do gabinetu Integral. hellgame 2007-07-29 11:39:06 skomentuj (4) *próbuje nie przeklinać* To już powoli przestaje mnie śmieszyć. Są trzy osoby (nie mówię o postaciach) które coś napisały! 3. Jedna notka na miesiąc. To chyba coś znaczy, prawda? Naprawdę, ciekawi mnie, po jakiego ch*ja zapisywały się osoby które nie kiwną teraz palcem, żeby coś napisać? I broń boże (który?), nie czepiam się osób które już coś napisały - same nie pociągną RPG, więc rozumiem, że teraz siedzą cicho. Ale do kur... *wdech* *wydech* Mam dosyć bycia miłą i sympatyczną. Owszem, mówiłam, że możecie napisać coś kiedy będziecie mieć czas. Ale chyba powinnam wytłumaczyć, co miałam wtedy na myśli? To wcale nie oznaczało, że możecie NIC nie pisać... ... ... ... Mam po prostu jedno pytanie: gramy dalej? Skoro mogliście się zapisać, możecie też się wysilić i napisać jeden krótki komentarz. Wystarczy mi nawet samo 'nie'. Chciałabym po prostu wiedzieć, czy dać sobie już spokój. Dziękuję za uwagę. hellgame 2007-07-28 03:45:01 skomentuj (4) Ekhem? Ktoś tu chciał grać na RPG? Wiemy doskonale, że jest końcówka roku szkolnego. Poprawianie ocen i ogólny zapieprz. Jesteśmy w stanie to zrozumieć. Ale ostatnia notka pojawiła się prawie miesiąc temu, a nikt nie powiadomił nas, że nie ma teraz czasu pisać. Wiemy, że są osoby, które czekały na reakcje innych, ale są też takie, które nie napisały jeszcze ŻADNEJ notki. Nie chcemy was opieprzać, bo to ma być dobra zabawa. Dlatego PROSIMY o jakąś reakcję. Cokolwiek. Jesteście pewni, że chcecie grać? Że macie na to czas i chęci? A może po prostu damy sobie spokój i zamkniemy RPG? Liczymy na komentarz, w którym powiecie nam, co na ten temat myślicie. hellgame 2007-06-13 20:49:59 skomentuj (3) |
Blog najlepiej działa w przeglądarce:
Księga Gości Zobacz Wpisz się O postaciach Postacie zajęteRegulamin: 1. Zapisać można się w jeden sposób. Podając w księdze gości:
a) Dane gracza: - Imię - Numer gg - Stronę www/bloga. (jeśli chcesz aby znajdował się tutaj link do niej, jeśli nie to po prostu jej nie podawaj) b) Dane postaci: - Imię (Nazwisko) - Krótki opis - adres avatara, lub obrazka (jeśli nie podoba Ci się umieszczony tutaj). 1.1 Jeśli masz pomysł na własną postać, napisz o tym w księdze. Jeśli będzie ciekawa, prawdopodobnie ją dodamy. a) Od razu mówię: nie przyjmujemy postaci typu ‘księżniczka wszystkiego’. 2. RPG służy do zabawy i prosimy o trochę kultury. a) Jeśli piszecie notkę, proszę bardzo, wasza postać może ‘rzucać’ różnymi słowami. 3. Jedna notka na miesiąc. Poważnie. Tym razem, przysięgam, będziemy tego pilnować. a) Jeśli z jakiegoś powodu, nie masz możliwości napisać notki poinformuj nas o tym w księdze. 4. Yuri, Yaoi, Hentai i wszelkie inne zboczenia są dozwolone (ale z umiarem). 5. Admini zastrzegają sobie prawo do niewielkich zmian w notkach graczy, mających na celu poprawę komfortu czytania. Mówimy tu o takich błędach, jak błędy stylistyczne, ortograficzne, interpunkcyjne, itp. 6. Przy złamaniu punktu 2 lub 3 gracz dostaje upomnienie. Przy trzecim upomnieniu wylatuje. 7. Po przeczytaniu notki, skomentuj ją, jeśli masz czas. Dużo przyjemniej pisze się, jeśli wiadomo, że ktoś to czyta. Dodając notkę KONIECZNIE musisz: a) Podać Imię/Nazwisko postaci w tytule notki b) Dodać avatar używając tego kodu: Past 2007 Luty Kwiecień Maj Link us Toplisty |